"Świat jest jak księga, kto nie podróżuje... czyta jakby tylko jedną stronę"

Chciałbym by ten blogger łączył wszystkich, dla których podróże są jak ożywcza kąpiel dla umysłu, którzy czują klimat podróżowania z konserwą, termosem, namiotem.
Wszystkich którzy potrafią się zatrzymać i docenić piękno otaczającej nas przyrody...

3 kwi 2010

Byle do 16-tej


Sobota 3 kwietnia 2010 roku dziś pracujemy tylko do 16-tej.
„Tylko”, bo normalnie kończymy o 21-ej.
Od samego rana myślałem jak wykorzystam dany mi czas „Wielkiej Soboty”.
Wstałem dzisiaj prawą nogą, więc humor mi dopisywał, wiedziałem zatem, że będzie to jakiś genialny pomysł.
Godzina 11-ta telefon do przyjaciela:
- Cześć Piotrek, co dziś porabiasz?
- Nic mam wolne
- To się dobrze składa, może Chudów dziś na maszynach?
- Bardzo podoba mi się ten pomysł
Znalazłszy poparcie u „szerszenia” wiedziałem już, że to jest ten pomysł.
Od wykonanego telefonu pozostałe godziny pracy były tylko formalnością.
Czas umilałem sobie, obserwując przechadzających się alejkami marketu uśmiechniętych klientów z kaskami odzianych w kombinezony motocyklowe. Każdy z nich wykorzystywał pogodę dnia i pustkę na drogach ku przejażdżce na swym rumaku, ja też już niedługo miałem dosiąść swego „Trampka” myślałem z dumą.
Każda godzina upływała w miłej atmosferze współpracy z koleżankami oraz promotorami z działu. Przejrzeliśmy pomiędzy obsługą klientów całą zawartość MotoVoyagera i tak dobrnąłem do:
Godzina 15:58 ostatni klient, zawsze się taki znajdzie. Za 2 minuty zamykamy a temu się właśnie przypomniało, że niema aparatu.
„Nic mi nie zepsuje tego dnia” z takimi myślami postanowiłem wyjść mu naprzeciw, im prędzej to zrobię tym prędzej sobie pójdzie.
- Czy mogę w czymś pomóc?
- Nie dziękuję rozglądam się tylko – odpowiedział z głupkowatym uśmiechem.
No ładnie nie całe 2 minut dzieli mnie od przyjemności jazdy na moim jednośladzie a ten się tylko rozgląda, no chyba mu coś zaraz zrobię…
„Szanowni Klienci jest godzina 16 …”
Jak na zawołanie rozległ się anielski głos Angeli z informacji, jestem uratowany pomyślałem.
Niechciany klient spojrzał wymownie w moim kierunku
 „Dzisiaj tylko do 16?”
Tak, pokiwałem głową z uśmiechem triumfu na twarzy.
O 17-tej byłem już w garażu i odpalałem cudowną HONDĘ TRANSALP.
Jej cudowny klang pracy silnika pozwolił mi zwolnić etiudę bijącego z podniecenia serca.
Chwilę potem siedziałem już na wygodnej kanapie i raczyłem się przyjemnością przemierzanych kilometrów w kierunku Piotra.
Łapałem i kosztowałem każdy zapach, jaki niosła ze sobą droga wśród wiejskich klimatów Podlesia. Przyśpieszałem i zwalniałem, bawiłem się manetką gazu jak dziecko swą ulubioną zabawką.
Godzina 18-ta wraz z Piotrkiem podziwiamy swoje maszyny, krótka krzątanina przy motorach po czym jesteśmy już w drodze na Chudów.


Szerszeń i Trampek :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz